„Mówili, że bez [miłości] będę szczęśliwa. Mówili, że lekarstwo na [miłość] sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
Takie słowa możecie przeczytać na okładce książki.
Miłość jest chorobą. Najgroźniejszą chorobą, której można pozbyć się tylko w jeden sposób – zażywając remedium. Właśnie w takim świecie żyje Lena. Jak wszyscy mieszkańcy drży na myśl o tym, że Amor deliria nervosa mogłaby się w niej zagnieździć i spustoszyć cały jej organizm. Odlicza dni do zabiegu, chcąc jak najszybciej uciec od niebezpieczeństwa zarażenia się najgorszą z możliwych chorób. I gdy jest już o krok od „wolności”, całe jej życie wybucha i przeistacza się w coś zupełnie innego.
Czytałam tę książkę z zapartym tchem... Nie umiałam przestać, zamknąć książki, nie chciałam zostawiać całej tej fabuły.
Jestem ciekawa czy ktoś czytał "delirium"... W każdym razie polecam bo każdy kto nie przeczytał nie wie co to jest uzależnić się od książki.
Ogólny zarys książki jest najlepszym ukazaniem życia bez miłości. Życia z rządzą władzy, życia bez emocji. Lauren Oliver pięknie ukazała świat bez pożądania, zakochania, zauroczenia, miłości.
A ty gdyby istniało lekarstwo na miłość wzięłabyś je?
Ja teraz czekam na ekranizację...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz